WODA NIEROZERWALNIE ZWIĄZANA Z LUDZKĄ CYWILIZACJĄ

  • Home
  • Wszystkie
  • WODA NIEROZERWALNIE ZWIĄZANA Z LUDZKĄ CYWILIZACJĄ

W mojej karierze podróżnika miałem okazję podziwiać nieuchwytny czar wspaniałych krajobrazów, bajkowych miejsc, tworów natury i harmonijnego połączenia piękna architektury z doskonałością przyrody. Poddając się szczególnej atmosferze niedościgłego uroku, odwiedzałem atrakcyjne regiony w których  rozkwitły unikatowe kultury. Tam też pogłębiałem wiedzę na temat życia mieszkańców krain odległych zarówno w sensie geograficznym, jak i czasowym.

Jednakże w tych wędrówkach po bezdrożach świata najbardziej pobudzały moją wyobraźnię, związane nierozerwalnie z ludzką cywilizacją, szlaki wodne. Kiedyś lecąc nad Amazonką z Manaus do Iquitos nie byłem w stanie oderwać wzroku od okna samolotowego. Wydawało się, że mam pod sobą bezgraniczne morze usiane wysepkami i niezliczonymi srebrnymi rzekami, które wypływały z lasu tropikalnego. W rzeczywistości była to rzeka, potężna Amazonka, zbierająca prawie piątą część wszystkich wód zasilających rzeki całej Planety. Kiedy byłem w porcie rzecznym Iquitos, 3700 kilometrów od oceanu, dokąd docierają statki morskie, nie mogłem nawet dojrzeć drugiego jej brzegu. Trudno się dziwić pamiętając, że Amazonka niesie ogromne ilości wody, 150 razy więcej od Nilu, wlewając do Atlantyku 190 tysięcy metrów kw. wody w ciągu każdej minuty, czyli 6 miliardów rocznie. To tyle co wszystkie wielkie rzeki obu Ameryk razem wzięte, bądź jedna Tamiza w ciągu całego roku. Jej jednodniowa objętość mogłaby zaspokoić półroczne zapotrzebowanie całej Europy Zachodniej.

 

Tak jak Charles Marlow, narrator „Jądra ciemności” Josepha Conrada, który płynąc mizernym parostatkiem przez niebotyczną i zabójczą dżunglę Konga Belgijskiego, ja też odkrywałem różne aspekty żeglugi rzeką Kongo. Marlow mówił o niej: „wielka, potężna rzeka, którą się oglądało na mapie, podobną do olbrzymiego, rozciągniętego węża, ze łbem w morzu, z ciałem wijącym się poprzez rozległą krainę, z ogonem zagubionym w głębi lądu”. To była dla mnie także podróż do świadomości, bo jak opowiadał Conrad, biały człowiek może okazać się bardziej okrutny od tubylców, których nie dotknęła nasza kultura. Dla mnie była to też eskapada do kolebki świata i odległych początków ludzkości, do której przenieśli mnie rdzenni mieszkańcy żyjący daleko, o lata świetlne od  ludzi Zachodu.

Nad brzegami Ganges, najbardziej czczonej rzeki w Indiach, byłem świadkiem sakralnej ceremonii, kąpieli zmywającej wszystkie grzechy popełnione w obecnym i we wcześniejszych wcieleniach.

 

Nie mogłem znaleźć lepszego sposobu poznania Indochin niż spłynięcie jednej z najbardziej tajemniczych rzek świata, legendarnego Mekongu. Ze swoją burzliwą przeszłością stanowi tło dla licznych grup etnicznych żyjących z dala od naszej cywilizacji. Nad jego brzegami koegzystowały różne religie i mieszały się wydarzenia historyczne z mitologią zagubionego dziedzictwa kulturowego. Pamiętam jak wywołujący grozę huk i ogrom ciągu potężnych katarakt na pograniczu Laosu i Kambodży, gdzie średni przepływ wody jest dwukrotnie większego od tego przy wodospadzie Niagara, uświadamiał mi nikłość człowieka w obliczu sił przyrody.

Innym razem żeglując życiodajnym Nilem na pokładzie tradycyjnej „peluki”, miałem możliwość przyjrzeć się, jak od tysiącleci dzięki  corocznym wylewom rzeka nanosi na pustynne obszary żyzny muł zapewniając  Egipcjanom urodzajność.

 

Okazuje się, że rozmywający się we mgle typowy pejzaż chiński zawierający dwa charakterystyczne elementy, wodę i urwiste ściany skalne, który podziwiałem na osiemnastowiecznym płótnie, może stać się impulsem do odbycia niezapomnianej podróży. Na początku milenium przeczytałem gdzieś, że mityczna Jangcy, kolebka chińskiej cywilizacji, przecina majestatyczne Trzy Przełomy, jeden z najbardziej imponujących i najbardziej przytłaczających krajobrazów, jakie istnieją na naszym globie. Wkrótce byłem już tam, gdzie „progi grzmią tam niczym galopujące dzikie konie”. Zaliczyłem ten nadzwyczajny, od wieków inspirujący poetów i artystów spektakl natury, na krótko przed oddaniem do użytku faraońskiego projektu – gigantycznej zapory wodnej w Yichang, która  podniosła poziom wody o kilkaset  metrów spisując na straty wyjątkowość skał wcześniej wznoszących się do nieba. Starta została również potęga żywiołu, o którym mówi stare chińskie przysłowie, że: „Przepłynąć tędy jest równie trudno, jak trafić do nieba”. W zamian są natomiast ogromne korzyści gospodarcze. Największa hydroelektrownia na świecie ograniczy o dziesiątki milionów ton rocznie zużycie węgla, co znacznie ograniczy emisje gazów cieplarnianych. Tama wodna pozwoli także ujarzmić rzekę, nazywana przez Chińczyków “Matką wszystkich powodzi” i zapobiec ogromnym rozlewom, które pochłonęły w XX wieku 300 tysięcy ofiar.

 

Niesamowitego przeżycia dostarczył mi widok naturalnego kanału Casiquiare, łączącego dwa ogromne systemy rzeczne: Orinoko z Amazonką. Wspomniałem wtedy Aleksandra von Humboldta, który swoim autorytetem uwiarygodnił istnienie kuriozalnej, niemającej na naszej planecie równie imponującego odpowiednika, bifurkacji. Przy samotnym i łatwo rozpoznawalnym bloku granitowym Piedra de Culimacari, gdzie słynny badacz niemiecki ustalał swoje położenie za pomocą astronomicznych obserwacji, stałem podekscytowany faktem, że podążam jego śladami.

Nad Górnym Orinoko w Wenezueli stanąłem oko w oko z Janomami, plemieniem, które nie miało wcześniej kontaktu z białym człowiekiem, a nad rzeką Madre de Dios zetknąłem się ze złowrogimi Huapakores, strażnikami Paititi, legendarnego Eldorado.

Rzeki, zatem, tworzą historię ludzkości, odgrywając fundamentalną rolę w życiu człowieka. Tak jak płyną wody rzeki znajdując drogę przez prawie każdą fizyczną przeszkodę, tak biorąc swój początek ze źródła, płynie nieprzerwanie, w ciągle odnawialnym nurcie, nasze życie. Rzeka to rodzaj drogi, która ułatwia osadnictwo i zapewnia międzyludzką komunikację. Płynąca woda symbolizuje życiową potęgę życia i wieczne trwanie, wędrówkę człowieka, jego los i upływ czasu. Dodajmy, że kult rzeki znajduje odzwierciedlenie w obrzędowości i licznych rytuałach, gdzie symbolizuje boską energię zasilającą cały wszechświat. Jest też tak, że z jednej strony rzeka bywa źródłem pokarmu, ale jej destrukcyjna siła może nieraz stać się żywiołem trudnym do okiełznania.

 

W 2005 roku Organizacja Narodów Zjednoczonych ogłosiła w ramach Dekady Water for Life (Woda dla Życia) Święto Globalnego Dnia Rzek, które obchodzone jest w ostatnią niedzielę września. Ma ono zwiększyć społeczną świadomość na temat potrzeby starannej troski nad naszymi zasobami wodnymi, uwypuklić znaczenie rzek i zachęcić do lepszego zarządzania nimi na całym świecie. Należy podkreślić, że współczesne wyzwania dotyczą m.in. ograniczenia zanieczyszczeń i poprawy jakości wód, wdrażania zrównoważonej żeglugi rzecznej i potrzeby renaturyzacji.

Dziś, po latach przygód pośród pełnych historii rzek świata, odkryłem w  Łodzi węzeł hydrologiczny dający początek największym rzekom regionu: Bzura i Ner. Już Stanisław Staszic donosił o „Wyniosłych wzgórzach”, gdzie na Wzniesieniach Łódzkich przebiega dział wodny z którego wypływa 18 rzek i kilkanaście bezimiennych cieków wodnych.

 

Temat rzek stanowi dzisiaj moje nowe wyzwanie związane z projektem Kamienica Rzek, podległym instytucji kultury „inLodz21”.

 

 

autor tekstu: Jacek Pałkiewicz

 

Zostaw komentarz